środa, czerwca 21

OLT Expess - gorący kartofel.

  Uroczyście przysięgam, jakbym zeznawała przed Komisją Śledczą, są to moje prywatne spekulacje i przemyślenia dotyczące kwestii wątku OLT. Piszę oczywiście jako entuzjasta lotnictwa i mini ekspert ze strony pracownika innej linii lotniczej...

  Po pierwsze nie rozumiem jak pracownicy OLT mogą być związani są z aferą Amber Gold? Myślę, że są tak samo poszkodowani jak klienci obu tych firm. Wielu z nich nie otrzymała wynagrodzeń lub obiecanej świetlanej ścieżki kariery. W latach rozwoju i świetlanej przyszłości nowego przewoźnika na naszym niebie funkcjonował hurra optymizm dotyczący niekonwencjonalnego podejścia do biznesu i oferowania niskich cen biletów na kursy krajowe. Pamiętam inauguracyjny lot OLT na trasie GDN-GDN za 1 PLN. Był to lot widokowy ze starem i lądowaniem w Gdańsku. Świetny pomysł żeby oderwać klientów od konwencjonalnego sposobu podróżowania po Polsce samochodem lub koleją i zachęcenia do podniebnych podróży. Według obecnej wiedzy, łatwo powiedzieć, że to był oczywisty przekręt i "lipna" firma. Na ówczesny stan wiedzy, koncepcja była obiecująca... Myślę, że obecnie na tamtejszych (dość ryzykownych) innowacyjnych przesłankach biznesowych OLT, obecnie wzoruje się Ryanair oferując jeszcze niższe stawki za bilety na trasach krajowych. Dziś nikt nie zarzuca przewoźnikowi z Irlandii dumpingowych stawek za bilety i intencji wykończenia PLL Lot. Mimo to, Ryanair jest w Unii Europejskiej na cenzurowanym ze względu na niskie standardy traktowania swoich pracowników. Nie jest to tylko linia low - cost dla swoich klientów, ale także dla pracowników ze względu na zaniżone płace oraz obciążenia dotyczące szkoleń, wyposażenia, umundurowania oraz wcześniejszej rezygnacji z pracy. Piszę o tym, aby uświadomić osobom kupującym bilet w tej linii, że tani bilet nie znaczy super okazji. Ktoś musi zapłacić za niższą cenę. W tym przypadku są to osoby zatrudnione w Ryanair. Właściciele i udziałowcy wychodzą na swoje. W przypadku OLT sponsorami tanich biletów byli klienci Amber Gold. Niestety w tamtym czasie nikt z klientów czy pracowników nie miał o tym świadomości.


   Myślę, że jest niestosowne łączenie OLT Express z aferą Amber Gold. Tym bardziej pociąganie do odpowiedzialności jakiegokolwiek pracownika lub współpracownika OLT. Mój znajomy latał jako steward dla tej linii i jednocześnie pracował dla innego pracodawcy. Nikt nie wzywał go do zeznawania przed komisją śledczą co do konfliktu interesów. Oczywiście nie posiada znanego nazwiska. Uważa się za osobę poszkodowaną, ponieważ firma nie rozliczyła się z nim co do wypłaty wynagrodzenia.

   Kolejną śmieszną dla mnie sprawą jest promowanie firmy OLT w mediach w celu uwiarygodnienia działalności spółki Amber Gold. Pamiętam cykl programów w telewizji śniadaniowej TVN gdzie zachęcano młodych widzów do udziału w konkursie o stanowisko stewardesy / stewarda w OLT Express. Pani redaktor Pieńkowska, jako ex-stewardesa ochoczo udzielała się w owym programie, jednak nie widziałam jej zeznań jako świadka na komisji śledczej w sprawie uwiarygadniania przekrętu Amber Gold. Szkoda, to było by dopiero show godne poziomu większości szanownej Komisji... Pieńkowska kontra poseł Suski - bezcenne...

poniedziałek, maja 8

Stewardesa - gatunek zagrożony.

  Życie stewki jest piękne i intensywne. Zdecydowanie jest to praca dla osób młodych i poszukujących przygód. Niestety, kryje pewne zagrożenia skracające życie... 
 Pierwszym, ogólnie znanym jest promieniowanie kosmiczne. Podróżując dziesięć km nad ziemią jesteśmy narażeni na uderzenie kosmicznych cząsteczek. Oczywiście pasażerowie nie odczuwają skutków, kiedy rzadko podróżują samolotem. Pewną ochronę stanowi kadłub samolotu. Najbardziej narażeni są piloci, ze względu na okna w kokpicie. Pamiętajcie przyszłe żony pilotów - wasze dzieci mogą być narażone na uchybienia genetyczne i mutacje z  kosmosu!!!


   Kolejnym zagrożeniem jest maniera picia gorących napojów w plastikowych kubkach. O zgrozo, dopiero niedawno odkryłam, że wrzątek rozpuszcza z plastiku toksyczne substancje, które powodują raka i inne przypadłości. U mnie objawiały się wysypką na całym ciele i bólem głowy. Początkowo nie wiązałam tych przypadłości z piciem plastiku. Brałam pod uwagę złą higienę w hotelach i pasażerów w samolocie. Wiem, że wśród załogi wciąż są amatorzy picia kawki w plastikowych kubeczkach przeznaczonych do zimnych napojów. Pls, nie róbcie tego. A jeśli macie w domu plastikowy czajnik, zmieńcie go na szklany lub ze stali nierdzewnej.

   Stewki są znane z ryzykownych zachowań. Kto normalny chciałby zatrudnić się do pracy w skrajnych warunkach, obniżonym ciśnieniu, wielogodzinnych lotów w cienkiej tubie, dziejącej od niebytu, przebywania z ponad trzystoma potencjalnymi porywaczami lub roznosicielami chorób zakaźnych... Każda z nas zna stewkę, która odeszła. W wypadku lotniczym lub obyczajowym. Szybkie życie, szybkie miłości i samochody... Życie jest zbyt ekscytujące, aby zastanawiać się nad konsekwencjami...


   Uciążliwością jest również Jet lag oraz zaburzenia snu i czuwania. Wylot w środku nocy, powrót nad ranem. Zmiana stref czasowych. Przymusowa regeneracja w środku dnia i znowu nocny lot. Pamiętam, kiedy moim marzeniem było zwykłe wyspanie się w nocy we własnym łóżku, a nie na zimnym jumpseacie czekając na wezwanie do pasażera... Wiele prac naukowych mówi, że zaburzony zegar biologiczny oraz sen skraca życie. No cóż, właśnie na tym polega nasza praca. Pamiętajcie, kochajcie Stewki, tak szybko odchodzą...

środa, stycznia 4

Lądowanie na Marsie.

  Rakieta międzyplanetarna czy lot międzykontynentalny, marzenia o lataniu w przestworzach tak samo stymulują ludzką wyobraźnię. Jeszcze sto lat temu wizja wznoszącego się piętrowego A380 nie mieściła się w głowie. Kto wie co wzniesie się w przestrzeń za następne sto lat... Niestety wniosek jest taki - ludzkość jest jak zaraza. Nosiciel - matka Ziemia już powoli dogorywa. Czas zakazić jakąś inną planetę.

   Ale nie o tym chciałam pisać. Są miejsca na ziemi, które swoją dzikością i krajobrazem niewiele różnią się od tych na Marsie. Co zadziwiające, mieszkają tam ludzie, budują miasta i lotniska. Drogą lądową trudno tam dotrzeć. Jedynym sposobem jest lot samolotem. Lądowanie w takim miejscu, na środku pustyni pośród pustkowia, jest niesamowitym doświadczeniem.

     Wiele razy miałam okazję podziwiać świat z okna samolotu. Niby jest to oczywiste dla podróżników i pasażerów. Niestety stewardesy nie mają takich przywilejów. Czasem uda się podejrzeć świat z góry podczas serwisu, kiedy podajemy posiłki i napoje. Możemy również korzystając z okazji podczas, gdy ostatnie rzędy są wolne od pasażerów zerknąć przez okno.

      Lądowanie w pustynnych miejscach takich jak Jeddah, Al Ain, Salalah, Rijad przypomina lądowanie na Marsie. Samolot powoli zniża lot, pasażerowie przygotowani do lądowania siedzą grzecznie. Jest chwila na podziwianie świata za oknem. Po horyzont miedziane tumany piachu, kamieniste fragmenty wzgórz. Nic tylko pył, żar i skała aż po horyzont. Samolot zniża lot... Trudno znaleźć punkt odniesienia... Jedynym punktem orientacji jest cień naszego samolotu. Kiedy cień spotka się z samolotem, znaczy wylądowaliśmy...

     Wiele razy wyobrażałam sobie, że zamiast zniżania się do pustynnego królestwa, jesteśmy na innej planecie i podchodzimy do lądowania. Tak mogły by wyglądać pierwsze chwile misji na Marsa... Zniżanie, lądowanie, piękne widoki na okolicę aż po horyzont. Pierwsze dotknięcie powierzchni nowego globu... Niestety, czar pryska, kiedy otwieramy drzwi, a tam czeka na nas miejscowa obsługa, lotnisko i jak zwykle tłum pasażerów. Kto wie, być może wkrótce marzenia się spełnią... Marsie, czekaj na nas. Pierwszą ludzką aktywnością na Marsie będzie lądowisko... i odcisk stopy.

środa, grudnia 21

Lotniskowa wirówka, czyli tranzytowy survival.

   Jak przetrwać, na lotnisku? Jak bezstresowo przesiąść się na inny lot? Jak dopaść swój nadany bagaż i wesoło prześliznąć się przez zieloną bramkę przy kontroli celnej? No cóż, wiele pułapek czeka na nieświadomego podróżnego. Lotnisko jest jak kopiec termitów, rządzący się swoimi prawami... Są ścieżki tranzytowe, które warto wcześniej poznać, kiedy ma się mało czasu na przesiadkę. Są bramki kontroli i prześwietleń, gdzie obsługa prosi grzecznie o splądrowanie Twojego bagażu lub bielizny. Odpowiedź na taką propozycję może być tylko jedna - nie masz wyjścia... Musisz się zgodzić.


    Lotnisko jest jak żywy organizm. Płynny ruch pasażerów gwarantuje sprawną pracę. Niestety nie zawsze wszystko działa jak w szwajcarskim zegarku. Oto kilka pułapek, o których warto wiedzieć i wcześniej się przygotować: 1. Check In i jego zasady - Sprawdź zasady odprawy lotniskowej i przewozu bagażu w Twojej Linii Lotniczej. Nie ma nic gorszego niż stres na początku podróży. Wielokrotnie byłam świadkiem gorączkowego przepakowywania bagażu w plastikowe torby, bo rejestrowany bagaż był za ciężki. Zasada nr 2. Sprawdź czy posiadasz wszystkie dokumenty potrzebne do Twojej podróży - paszport, wizy itp. i miej je w jednym miejscu. W erze cyfryzacji, bilet nie jest niezbędny. Twoje dane będą w systemie rezerwacji. Wyjątkiem są tanie linie, które pobierają dodatkowe opłaty za extra usługi. Pamiętaj, że Twój bagaż będzie skanowany przed wylotem. Nie pakuj zakazanych rzeczy chyba, że chcesz stracić swój czas i nerwy na przeszukiwaniu bagażu. Zasada nr 3. Pytaj obsługę przy odprawie!! Np: czy mój bagaż został nadany do lotniska docelowego? Ile czasu mam na przesiadkę? Czy zmieniam terminal w tranzycie? Dla osoby podróżującej po raz pierwszy i dla wyrobionego globtrotera wizja przesiadki i zagubienia w lotniskowej tranzytowej wirówce przyprawia o palpitację serca.
    Warto wiedzieć, że tranzytowe salonki biznes i pierwszej klasy tzw business lounge są również dostępne dla zwykłych pasażerów. Oczywiście za dodatkową opłatą. Jeśli mamy do spędzenia na lotnisku kilkanaście godzin w tranzycie, warto przemyśleć taką opcję. Jedzenie, bar, tv, internet i wygoda bez ograniczeń. Niektóre mają nawet pokoje hotelowe, salony spa i strzyżenie w cenie. O wiele więcej wydamy w tranzytowym barze i duty free.


    Moim ulubionym lotniskiem przesiadkowym jest Frankfurt. Lotnisko jest ogromne i bardzo dobrze zorganizowane. Inaczej niż londyńskie chaotyczne Heathrow. Słynna niemiecka precyzja i skrupulatność jest atutem. Jednak nie zawsze. Nie licz na pobłażliwość obsługi. Bądź gotowy jak na wojnę. Nie masz odpowiednio zapakowanej butelki berbeluchy z duty free wraz z paragonem, będziesz musiał się z nią pożegnać...


    Najciekawszym okresem przepływu masy pasażerskiej są święta. Tłumy z całego świata lecą odwiedzić swoich bliskich. Emocje sięgają zenitu, Słynne trzydzieste plenum spółdzielni Zenum... No cóż w takich sytuacjach warto znać kilka trików: Pani w punkcie odprawy jest Bogiem. To ona przydziela pasażerom miejsca w samolocie. Może z ekonomi dać Ci nominację do pierwszej klasy. Jeśli masz tani bilet Stand By, to ONA decyduje, czy zabierzesz się na lot, czy będziesz nocować na lotnisku. Warto, zanim zacznie się odprawowy armagedon, zaprzyjaźnić się z panią z check in'u.


    Warto również zagadać do wybierającej się do samolotu załogi. Na ziemi trzeci po Bogu i pani z check in'u jest Kapitan samolotu. Może zdecydować, czy zabrać Cię na dodatkowe, niezbyt komfortowe, miejsce dla załogi w kabinie tzw. jump seat lub (pewnie byłbyś w siódmym niebie) na jump seat w kokpicie. Niektóre linie lotnicze dopuszczają taką możliwość. Niestety, miejsc stojących przewoźnicy konwencjonalni nie przewidują. Być może, jeśli podróżujecie samolotem rządowym...
Miłego lotu!

sobota, grudnia 3

Sprawy kokpitowe czyli fan klub pilotów.

   Nigdy nie rozumiałam chuci związanej z uwielbieniem dla Panów z Kokpitu. Prawda - zawsze chciałam być stewką, ale była to moja wewnętrzna potrzeba, a nie spełnienie wizji pt.: Love Is In The Air. Śmieszyły mnie zapędy związane z polowaniem na pilotów wśród moich koleżanek stewek. Ok, rozumiem, Panowie należą do tej rzadkiej rasy mającej umiejętność pilotowania samolotu. Super!!     Ale w większości nic poza tym. Ich ego jest rozdmuchane do granic możliwości przez właśnie takie podejście. Stewki szaleją, załoga jest podporządkowana w czasie lotu swojemu Bogu - Kapitanowi samolotu, pasażerowie z drżeniem serca słuchają zapowiedzi pokładowych swojego Pana i władcy... Tu mówi z kokpitu wasz Kapitan... Hello... A skąd ma mówić??? Z toalety? Z ładowni?

W większości przypadków, zapewniam, kapitan lovelas spanikowałby w pierwszej chwili sytuacji awaryjnej. Spokój umysłu i postępowania wynika z doświadczenia oraz wieku. Tacy starsi Panowie Piloci nie mają wianuszka panienek na ogonie...  
   Piękne mundury, paski naplute na mankietach - to jest ostentacyjne wywyższanie się z otoczenia. Fajnie jest pilotować samolot! Ale czy tak samo fajnie jest prowadzić autobus? No, bez munduru, stewki podającej kawę i wianuszka fanek świat wydaje się szaro-bury. Fakt - obie profesje są bardzo do siebie zbliżone. Kierujesz pojazdem, który ma przewieźć pasażerów z punktu A do B. Tyle.
     A piloci myśliwców? To inna historia... Porównując: pilot komunikacyjny = kierowca autobusu, pilot myśliwca = kierowca F1. Mimo, że pilotowi wojskowemu stewka nie podaje kawy a pasażerowie nie oddają w ręce swojego życia, jest to klasa sama w sobie. Refleks, ponad-dźwiękowość, wolność... Wielu kokpitowych wyciruchów z linii lotniczych o tym marzy.

    Dlaczego mam takie negatywne nastawienie do tej kasty? No cóż, mój ojciec był pilotem wojskowym. Panowie za sterami Boeniga czy Airbusa nie robią na mnie wrażenia. Oczywiście są wyjątki. Niektórzy z nich mimo braku predyspozycji np.: nieumiejętności matematyczno - fizycznych czy ograniczeń medycznych, zdołali spełnić swoje marzenia o lataniu i cieszą się tym każdego dnia. Niestety z czasem wyższe wartości ulegają erozji i rośnie w nich duma i pycha wraz z ilością pasków na naramiennikach i rękawach mundurów. Proszę o tym pamiętać. Nasz Kapitan Wrona jest pozytywnym przykładem, że tak może nie być..."

   Oczywiście zapomniałam napisać o pilotach - paniach. Pełen szacunek! Dziewczyny trzymajcie się! W tym patriarchalnym świecie radzicie sobie znakomicie! Nawet arabskie linie lotnicze szczycą się paniami za sterami. Ponieważ ja jestem głąbem mat-fiz, naprawdę, szacunek dla ścisłych umysłów!
Nawet w Arabii Saudyjskiej kobieta nie może prowadzić samochodu. Latać samolotem - może swobodnie. Być może dlatego tak kochamy pilotów - zabierają nas bliżej aniołów....

piątek, grudnia 11

Jak załapać się na dobrą miejscówkę w samolocie.

  Preferencja miejsca w samolocie jest jedną z ważniejszych rzeczy dla pasażerów. W szczególności, jeśli chodzi o długie loty międzykontynentalne. Największym pożądaniem cieszą się miejsca przy oknach, szczególnie wśród podróżujących samolotem po raz pierwszy. Dla takiego miejsca niektórzy potrafią nawet zabić. Na szczęście są i tacy, którzy napatrzyli się na świat z lotu ptaka i chętnie zamieniają się z desperatami.


Pojęcie: najlepsze miejsce w samolocie, jest subiektywne. Są osoby preferujące miejsce blisko skrzydła, bo według nich tam mniej buja, inni polują na siedzenia przy ściance działowej, jeszcze inni w  tylnej części samolotu. Na długie loty polecam miejsce przy oknie, a na krótkie przy przejściu. Warto zorientować się przy odprawie czy lot jest pełen. Jeśli jest sporo miejsc wolnych, proponuję zastosować pewien trik. W czasie boardingu wejść do samolotu na końcu. Nie zajmować swojego wyznaczonego miejsca, tylko rozejrzeć się za wygodną miejscówką do spania. Zająć miejsce i położyć bagaż na sąsiednich wolnych siedzeniach, bądź upozorować, że miejsce jest zajęte. Po starcie wygodnie się rozłożyć i nakryć kocem. Nikt w czasie lotu nie będzie Wam przeszkadzał.
Chociaż nie zawsze uda Ci się zdobyć upatrzone miejsce, są pewne sposoby, aby zwiększyć swoje szanse. Proponuję zaprzyjaźnić się z takimi stronami internetowymi jak: Seat Guru, Seat Expert, Seat Maestro. Strony te pozwalają na zapoznanie się z konfiguracją i rozmieszczeniem siedzeń, toalet, wyjść awaryjnych w samolocie na Twoim locie. Co więcej, dowiesz się jaki jest rozmiar siedzenia w poszczególnych klasach, czy istnieje możliwość skorzystania z Internetu, ładowania urządzeń przenośnych lub jakie są rozrywki pokładowe. Strony te zamieszczają zdjęcia wnętrza kabiny, więc możesz psychicznie nastawić się do podróży. Muszę jednak ostrzec, że może się zdążyć w ostatniej chwili podmiana samolotu na inny model. W takim przypadku czekać nas będzie niespodzianka i nasz misterny plan umoszczenia gniazdka może legnąć w gruzach. Po zapoznaniu się z konfiguracją i wybraniu ulubionego miejsca, trzeba poznać zasady i proces jego zdobycia.

• Zablokuj wybrane miejsce przy zakupie biletu przez internet.

Wydaje się to oczywiste, jednak niektórzy pomijają tą możliwość przy zakupie biletu. Zazwyczaj, nabywamy bilet lotniczy z większym wyprzedzeniem, ze względu na korzystniejszą ofertę cenową. Ale nie tylko cena jest tu atutem. To również szeroki wybór miejsc w samolocie. Do wyboru, do koloru. Możemy wybrać najbardziej optymalne miejsce do podróżowania. Szczególnie, kiedy podróżujemy we dwójkę lub z rodziną. Jeśli jednak upatrzone miejsce jest aktualnie zajęte, polecam ustawienie alarmu dostępności na stronie Expert Flyer. Można to zrobić za darmo. Kiedy miejsce będzie wolne, dostaniesz wiadomość e-mail.

• Co robić kiedy nie ma wyboru?

Nie trzeba panikować, kiedy nie będzie możliwości wyboru miejsca. Zanim wyruszysz na lotnisko, sprawdź swoją rezerwację on-line. Być może chwilę przed odlotem, opcje wyboru miejsca są dostępne. Jeśli nie, szansą jest telefon do informacji linii lotniczej. Jeśli i to zawiedzie, postaraj się dotrzeć na lotnisko odpowiednio wcześnie, aby zwiększyć swoją szansę. Trzeba jednak pamiętać, że pasażerowie tranzytowi mają przypisane miejsca w momencie rozpoczęcia podróży. Oznacza to, że jeśli przesiadają się na Twój lot, a zaczęli podróż np. 6 godzin wcześniej, to mają przydzielone miejsce od sześciu godzin. Dotarłeś do odprawy i okazuje się, że wszystkie miejsca w ekonomii są zajęte? Nie musi oznaczać to tragedii. Wręcz przeciwnie. Teraz masz szansę na dostanie się do klasy biznes lub wyższej.

• Nie czekaj, aż wsiądziesz do samolotu.

Sprawdź czy samolot nie został zamieniony. Upewnij się, czy miejsca dla rodziny czy znajomych znajdują się obok siebie. Jeśli tak, staraj się wejść do samolotu w pierwszej kolejności. Może się zdarzyć, że ktoś zajmie Twoje miejsce. Często jest to zwykła pomyłka. Jednak czasami niektórym pasażerom wydaje się, że lecą prywatnym odrzutowcem i nie chcą zmienić miejsca. Nawet interwencja stewardesy może nie być skuteczna. Jeśli dzieje się to na ziemi i drzwi są otwarte, interweniuje ochrona lub policja. Nie dajmy się wymanewrować z przydzielonego nam miejsca. Szczególnie, jeśli nasz lot trwa wiele godzin.



• Przygotuj się na upgrejdowanie do klasy biznes i podróżuj w luksusie.

Czasy, kiedy upgrejdowanie do wyższej klasy graniczyło z cudem minęły. Obecnie samoloty często zapełniają się bardzo szybko, szczególnie w ekonomii. Niektóre kabiny pasażerskie mają rozbudowaną klasę biznes – po kilkadziesiąt miejsc, na które jest małe zapotrzebowanie. W takim przypadku nasza szansa na podróż w luksusie rośnie. Tym bardziej, kiedy jesteśmy częstym klientem linii lotniczej i mamy to udokumentowane punktami frequent flyier. Pamiętajmy również, aby prezentować się jak pasażer klasy biznes. Wygląd ma znaczenie.

·         Odsprzedaj swoje miejsce na korzystnych warunkach.


Jest ogólną praktyką wśród przewoźników, że na każdy lot sprzedaje się 20% biletów więcej niż jest miejsc. I zdarza się, że na wylot zgłoszą się wszyscy chętni. Jest to koszmar obsługi lotniskowej i przedstawicieli linii lotniczej. Większość pasażerów nie jest gotowa zrezygnować z lotu. Dlatego cena oddania swojego miejsca jest wysoka. W grę wchodzą takie bonusy jak: gotówka, darmowe korzystanie z salonu VIP, bony na zakupy duty free, darmowy nocleg jeśli lot jest następnego dnia oraz, nasze upragnione, upgrejdowanie do biznesu na następnym locie.

sobota, grudnia 5

Jak się spakować i nie zwariować.





Zasada jest prosta. Jeśli jesteś osobą poukładaną i masz porządek w swojej szafie, nie będzie problemu z pakowaniem. Jedynym ograniczeniem jest rozmiar walizki i jej waga. Na tym się skoncentrujemy. Wszystkich bałaganiarzy odsyłam do poradników typu: Jak poukładać sobie w życiu J. Pierwszym krokiem jest sprawdzenie jaką walizkę mamy do dyspozycji i czy będzie ona akceptowana przez linię lotniczą względem rozmiarów. Skupmy się na początek na bagażu podręcznym – takim, który poleci z nami w kabinie. Bagaż kabinowy ogólnie rzecz biorąc jest bezpłatny, o ile będziemy przestrzegać zasad wagi i rozmiaru. Informacje sprawdzamy na stronie internetowej przewoźnika. Kabinówka może być naszą ostatnią deską ratunku, jeśli zagubią nam bagaż główny, a nie rzadko ma to miejsce, w szczególności, jeśli kilka razy będziemy się przesiadać. Pamiętajmy jednak, że nasza walizka będzie wnikliwie prześwietlana przez pracowników lotniska. Nie pakujemy w nią ostrych narzędzi typu pilniki, nożyczki itp. Stosujmy się również do zasad tzw. LAG – płyny, aerozole, żele. Są one jednakowe na każdym lotnisku, jednak różne są standardy ich egzekwowania. Miejmy się na baczności na takich lotniskach jak: Frankfurt, Londyn, USA. Tam łatwo stracić cenne płyny jak np. perfumy, kosmetyki czy alkohol. Oprócz kabinówki w tradycyjnych liniach lotniczych bezpłatnie na pokład można zabrać małą torebkę podręczną lub torbę na laptopa oraz torbę z zakupami Duty Free. Dodatkowy bagaż przysługuje infantowi. Limity te dotyczą podróży w klasie ekonomicznej. W wyższych klasach ilość sztuk odpowiednio zwiększa się. Pamiętajmy, że schowki w kabinie nie są z gumy. Aby mieć pewność, że znajdziemy miejsce na naszą kabinówkę, starajmy się wejść na pokład w pierwszej kolejności. Kiedy schowki są pełne, personel pokładowy odbiera pasażerom nadbagaż i ładuje go pod pokład. Jest to niemiła informacja, szczególnie kiedy mamy tam cenne rzeczy lub takie, które będą potrzebne nam w czasie podróży. Pamiętajmy – wyjmujemy z niej PASZPORT!!!






Duża walizka to inna historia. Pamiętajmy, że inne są zasady przewozu takiej walizki u przewoźników low-cost a inne w tradycyjnych liniach. Ogólnie rzecz biorąc w tych drugich leci ona za darmo. Pamiętajmy, że walizkę taką należy nadać na lotnisku, nawet jeśli odprawiliśmy się przez internet. Niektóre lotniska mają specjalne punkty nadawania bagażu, ale w większości trzeba swoje odstać w kolejce do check-inu. Istnieje dylemat jaka walizka jest lepsza: miękka – lekka i pakowna lecz mniej trwała, czy twarda – bardziej ciężka i nieelastyczna lecz chroniąca zawartość? Zasada jest prosta. Jeśli mamy więcej miękkich rzeczy takich jak ubrania, buty itp. Pakujmy się w miękką walizkę. Cenne i kruche rzeczy pakujmy w centrum bagażu. Twarda walizka ochroni jej wnętrze przed zgnieceniem. Lecz też nie zawsze. Ładowacze lotniskowi mają niesłychany talent i moc niszczenia bagażu. Winne są też automatyczne segregatory i taśmy na lotniskach. Pamiętajmy, że nasz bagaż check-in jest również prześwietlany ze względów bezpieczeństwa oraz sprawdzany pod kontem przemytu nielegalnych materiałów. Są pewne sposoby zapakowania rzeczy, aby nie były one widoczne na skanerze ;) 






Co do bezpieczeństwa powierzonego bagażu. Niestety jest to plaga ludzi podróżujących. Nie dajmy się zwieźć, że zamknięcie zamka błyskawicznego na kłódeczkę będzie przeszkodą dla lotniskowego złodzieja. Są sposoby dostania się do bagażu, bez śladu, że walizka była otwierana. Im więcej zabezpieczeń, tym lepiej. Kłódki, pasy z zamknięciami, taśmy… Wszystko się przyda. Pamiętajmy, że personel naziemny jest monitorowany, a walizki są w ciągłym ruchu, więc złodziej nie ma za dużo czasu na wypatroszenie bagażu. Jeśli dotarcie do środka zabierze mu zbyt dużo czasu, zostawi walizkę w spokoju. Innym niebezpieczeństwem są szajki lotniskowe. Jeśli złodziej namierzy na skanerze konkretną cenną rzecz i przekaże taką informację kolegom, nie ma mocnych, rzecz taka zniknie bez śladu. Cenne rzeczy pakujmy w bagaż podręczny lub maskujmy je, aby nie były widoczne na skanerze. 





My stewki jesteśmy w lepszej sytuacji. Latając w mundurze nie obejmują nas limity wagi. Ok, jedna waliza nie może przekroczyć 30 kg, ale to ze względów BHP pracowników naziemnych, którzy musza je dźwigać. Dla nas to pestka. Raz moja walizka ważyła 45 kg. Ledwo, ale jakoś ją dotaszczyłam do domu. Zakupy są czasami, takie wyczerpujące… Niestety nie omijają nas lotniskowe kontrole bezpieczeństwa. Mamy specjalne korytarze na lotniskach, z dala od pasażerów. Nie jest to miła czynność, szczególnie przed długim lotem. Mamy swoje „ulubione” lotniska jak np. Londyn LHR gdzie służby ochrony mają dziką przyjemność w przeszukiwaniu załóg samolotowych i naszych bagaży. Najbardziej kochają znaleźć jakiś terrorystyczny przedmiot jak np. pianka do golenia czy śrubokręt w podręcznej teczuszce kapitana i zrobić mu pogadankę na temat bezpieczeństwa przy całej załodze. Mamy z tego niezły ubaw, bo jak pokazały ostatnie fakty, pilot potrzebuje wyłącznie swojej woli, aby rozbić samolot. Ale co tam, ochrona wie swoje…